„Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży nad nim wisi” (J 3, 36).
Całkiem niedawno rozmawiałem z młodym studentem, i to nawet kilka razy, którego z jednej strony pociągała religia, czy konkretnie chrześcijaństwo, a z drugiej strony uważał się przynajmniej za agnostyka. Odrzucał Boga, kontestował wypaczenia religii, uważał ją za ucieczkę ze świata itd. Miał też mnóstwo pytań. Właściwie mój udział w tej rozmowie w dużej mierze polegał na wysłuchaniu jego poglądów, pytań, często bardzo trafnych, ale trudnych do odpowiedzi.
Jednym z tych zastrzeżeń wobec wiary chrześcijańskiej (tak jak ją interpretował czy rozumiał) był gniew Boga, potępienie i piekło. Mówił, że nie przyjmuje Boga, który najpierw człowieka stworzył, a potem każe mu robić to, co ON chce, a jeśli nie, to go na wieki umieszcza w piekle, aby za karę cierpiał za nieposłuszeństwo. Co to za miłość, która zmusza mnie do tego, żebym robił to, co ona chce, bo jak nie, to mnie zniszczy albo ukarze? – pytał retorycznie. Na koniec tej rozmowy odpowiedziałem, że bardzo dobrze, iż kontestuje takiego Boga, bo wiele wskazuje na to, że to nie Bóg Jezusa Chrystusa. Twoje serce się buntuje, bo w tym sercu jest pragnienie Boga totalnie Innego, prawdziwego, który nas nieskończenie przekracza.
Dość szybko z jego wypowiedzi mogłem wyłuskać całą masę półprawd, fałszywych interpretacji, ludzkich projekcji, które usłyszał podczas edukacji w katolickiej szkole czy podczas kazań. Tak właśnie było między innymi z gniewem Boga, o którym dzisiaj słyszymy w Ewangelii.
To zdanie, najczęściej wyrwane z kontekstu, jest doskonałym biczem słownym, narzędziem przymusu, stosowanym przez niezliczonych mówców ewangelikalnych, którzy siejąc strach przed Bogiem, nabijają swoje kieszenie. Jest to też paliwo napędzające system kościelny w Kościele. Niejeden proboszcz czy rekolekcjonista w przypływie desperacji odwołuje się do gniewu Boga, który oczywiście interpretuje po swojemu, gdy widzi, że mu pustoszeje kościół:) Rodzice też stosują czasem pałkę gniewu i kary Bożej wobec własnych dzieci, czy to rozmyślnie czy pod wpływem bezsilności wychowawczej:) „Widzisz, fikałeś, fikałeś i Bozia cię pokarała”.
Wszystkie te straszenia Bogiem z ambon i po domach to nic innego jak głos superego, które zazwyczaj posługuje się strachem i poczuciem winy, by skłonić człowieka do właściwego postępowania. Kaznodzieja jeszcze nawet nie zauważył, że ma coś takiego w sobie i głosi swoje religijne „superego” jako Boga. Albo innymi słowy, głosi Zeusa religijności naturalnej, w ogóle nie zdając sobie z tego sprawy. Bo to, że Bibliia mówi o gniewie Bożym, nie ulega wątpliwości. Ale problem jest jak zwykle z interpretacją.
Podstawowa zasada, którą musimy się kierować w czytaniu Pisma świętego jest taka, że nigdy nie możemy wyciągać zdania z kontekstu wypowiedzi, z całej księgi, z całej Biblii. Po drugie, zawsze musimy sobie uprzytamniać, zanim zaczniemy czytać Pismo święte, że zarówno autorzy Pisma jak i my, posiadamy tendencję do tworzenia Boga na nasz obraz i podobieństwo. Po trzecie, aby dobrze zrozumieć tekst, należy do niego podchodzić tak jak do innych tekstów z literatury – stosować wszystkie narzędzia interpretacji i analizy tekstu. Po czwarte, w tekst trzeba się wgryzać, przeżuwać jak dawniej mawiano.
Więc o co chodzi z tym gniewem Boga w tym fragmencie? „Orge tou theou” – czyli „gniew Boga” pojawia się w tej Ewangelii tylko raz. Znacznie częściej w Księdze Apokalipsy. W trzecim rozdziale tej Ewangelii toczy się najpierw rozmowa z Nikodemem, a następnie rozmowa Jana Chrzciciela z jego uczniami. Zdanie, które dziś komentuję, pochodzi z ust Jana Chrzciciela, nie z ust Jezusa.
Zadziwiające, zwłaszcza, że Jan mówi tak jak Jezus, jakby powtórzył to, co mu powiedział Jezus. I rzecz niezwykle ważna: Jan mówi, że wiara w Syna powoduje, że człowiek teraz ma życie wieczne albo widzi życie – to właściwie synonimy u św. Jana. Odpowiednio jeśli ktoś nie wierzy, nie widzi życia i pozostaje nad nim gniew Boga. Zwróćmy uwagę, że chodzi o czas teraźniejszy. Jedną z najczęstszych niewłaściwych intrepretacji, którą również usłyszałem z ust owego studenta, jest przesuwanie zbawienia poza granicę śmierci. Jak będziesz grzeczny, pójdziesz do nieba. Jak będziesz nieposłuszny, Bóg ukarze cię i pójdziesz do piekła. Oczywiście nie teraz, ale po śmierci.
Nie ma czegoś takiego w Ewangelii według św. Jana. Jest tu mowa o widzeniu życia teraz lub o trwaniu? pozostawaniu? w gniewie Boga. Zanim przejdę dalej, trzeba wykluczyć wszelkie nasze projekcje o gniewie Boga, który miałby być odwetem, zemstą, karą za nieposłuszeństwo. Zwłaszcza, że w tym samym trzecim rozdziale jest mowa o tym, że Bóg TAK umiłował świat, że nie przyszedł sądzić, że Mesjasz zawiera małżeństwo z całą ludzkością. W znakomity sposób o gniewie Boga pisze Abraham Heschel w „Prorokach”, dowodząc, że gniew Boga nie ma niczego z ludzkiego odwetu, zemsty, wyrównania sprawiedliwości, z drażliwości itd. Bóg nie stosuje odwetu i przemocy, ale gniewa się. To Jego słuszny opór wobec zła i ciemności. Gdyby tego oporu nie było, oznaczałoby to, że nie ma różnicy między dobrem i złem, a w ostateczności ciemność by nas pochłonęła.
Druga część tego zdania jest też niepoprawnie przetłumaczona. Nie w ma greckiej wersji „kto nie uwierzy Synowi”, lecz, „Kto jest nieposłuszny Synowi”
Zwróćmy jeszcze uwagę na czasownik „meno” – mieszkać, przebywać, trwać, przetłumaczony tutaj jako „wisieć nad”. Dokładnie można by jednak przełożyć jako „trwać nad tym, który nie wierzy”. Słowo „wierzyć w Syna” nie tylko oznacza przyjęcie, że jest on Synem, ale też zachowanie Jego przykazań, czyli miłości do Niego, miłości wzajemnej do braci i sióstr. Zachować przykazania można jeśli się ufa Synowi.
Słowo „meno” jak wiemy jest w tej Ewangelii niezwykle ważne i często występuje. Najczęściej w kontekście relacji wewnątrz Trójcy świętej, a także między wierzącym a Bogiem. I zawsze chodzi tutaj o miłość, o coś pozytywnego. Tylko tutaj słowo „meno” pojawia się w połączeniu z gniewem Boga. Skoro to nie jest zemsta, wymuszenie, straszenie, to czym jest ten gniew Boga, które teraz daje się doświadczyć temu, kto nie wierzy w Syna? O czym mówi Jan Chrzciciel?
Zajrzyjmy do innych fragmentów, gdzie słowo „meno” występuje w odniesieniu do czegoś negatywnego:
„Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności. A jeżeli ktoś posłyszy słowa moje, ale ich nie zachowa, to Ja go nie sądzę (J 12, 46-47)
„My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci” (1 J 3, 14)
Zarówno w pierwszym jak i w drugim zdaniu pojawia się słowo „meno” – „pozostawał”, „trwa”, ale związane ze śmiercią i ciemnością. W dzisiejszym zdaniu gniew Boga wisi nad niewierzącym w Syna. A w tych dwóch to człowiek zamieszkuje w śmierci lub w ciemności.
Ten „gniew Boga” nie jest więc jakąś zemstą Boga za nieposłuszeństwo, karą w naszym rozumieniu tego słowa. Ten gniew Boga to biblijny obraz obecnego stanu człowieka, który wybiera ciemność i śmierć, jeśli nie przyjmuje Ewangelii, jeśli nie żyje w miłości. Nie ma bowiem innej możliwości pomiędzy. To nie Bóg zalewa człowieka ciemnością i wprowadza w śmierć. Bóg jest światłem. Bóg teraz daje życie. To nie jest tak, że Bóg chodzi cały czas za niewierzącym i wylewa na niego swój gniew, swoje kary i plagi, aby go skłonić do posłuszeństwa. To nie będzie posłuszeństwo, lecz niewolnictwo powodowane strachem przed karą. I właśnie tę ciemność i śmierć człowiek będzie oczywiście odbierał jako „gniew Boga”, ale to nie jest Bóg, to ciemność, która niejako maskuje się i wmawia człowiekowi, że to Bóg, a nie sama ciemność, jego wybór, jest przyczyną jego obecnego opłakanego stanu.
Ten, kto naprawdę doświadczył grzechu, (powiedzmy sobie szczerze, zjedzenie mięsa w piątek to nie żaden grzech i ciemność) kto upadł i trwał w tym stanie, kto dotknął ciemności, wpadł do otchłani uzależnienia, ten już wie, że to nie Bóg go tam wtrącił, ale też wie, że wszystkie głosy beznadziei, myśli o karzącym Bogu, o Bogu, który nie przebaczy, który cię zapomniał, który się odwrócił od ciebie, to nie głos Boga, lecz „zapłata” ciemności, która w ten sposób próbuje odłączyć od kochającego Boga. Czuje się wtedy zdany wyłącznie na siebie, odłączony od Boga, opuszczony, „ukarany”. I tę „zapłatę” Biblia często nazywa „gniewem Boga”. Syn właśnie po to przyszedł, by nas od tego „gniewu Boga” uwolnić, by przenieść nas z ciemności do królestwa światła. Na tym właśnie polega widzenie życie wiecznego teraz, które przynosi nam Syn, abyśmy nie postrzegali Ojca jak kapryśnego bożka, mszczącego się, gniewającego się na nas na sposób ludzki, abyśmy nie czynili dobra pod wpływem strachu, lecz w sposób wolny, abyśmy nie wykorzystywali również miłości Boga przez tę zepsutą część naszego serca. Ten, kto widzi teraz życie wieczne widzi w Bogu przyjaciela, nawet wtedy, gdy spadnie na samo dno i gdy rozpacz będzie próbowała go przekonać, że Bóg teraz to na pewno cię opuści, a potem jeszcze ci porządnie przysoli.
Niestety bywa tak w Kościele, że mówimy o Bogu tak, jakbyśmy nadal trwali w ciemności, jakby nic się nie wydarzyło, jakby, istotnie, wszystko dopiero miało się wydarzyć po śmierci. Ale to jest demoniczne postrzeganie zbawienia i odkupienia.

0 komentarzy