Zaznacz stronę

Czym jest powtóne narodzenie z Ducha? O chrześcijaństwie jako drodze i wewnętrznej przemianie

13 kwietnia, 2026

„Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha». (J 3, 7-8)

W książce Adama Ligęzy i Michała Wilka „Od popiołu do ognia”, którą polecam (chociaż to wywiad rzeka, ale bardzo inspirujący i rzeczowy) Michał Wilk uważa, że Jezus „mówi coś, czego Nikodem nie jest w stanie zrozumieć. Coś, co natychmiast zrodzi spontaniczne pytanie: Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem?” Nikodem musi zostawić za sobą swoje poznanie, uznać pokornie, że nie wie… Zresztą w tej Ewangelii to dość częste. Większość rozmówców Jezusa, nawet uczniowie, na początku, a czasem nawet w ogóle, nie rozumie, o czym Jezus mówi.

Prawda jest taka, że my także jesteśmy podobni do Nikodema. Każdy uczeń nieustannie jest uczniem, to znaczy, poznaje i rozumie Ewangelię stopniowo. Dane jest mu jednak uczestniczyć w życiu i darach, których nie rozumie do końca. Nie trzeba od razu wszystkiego rozumieć. Dużo rzeczy w naszym życiu opiera się na zaufaniu i postawie dziecka: przyjmuję coś, bo tak mówi ktoś, kto mnie kocha i troszczy się o mnie. Potem oczywiście zmierzamy w kierunku pełniejszego poznania i zrozumenia, ale nie dzieje się to samo z siebie. Można bowiem zatrzymać się na drodze wiary z mentalnością dziecka, to znaczy, z poznaniem właściwym dziecku. I dzieje się wcale nierzadko, jeśli chrześcijaństwo bywa przyjmowane nie przez wybór i nawrócenie, lecz pod wpływem tradycji, kultury czy narzucone wręcz siłą. Oczywiście, także pośrodku tych niedojrzałych motywacji Bóg działa i może dotrzeć do serca człowieka. Ale wydaje się, że Ewangelia raczej promuje bardziej dojrzalsze formy odpowiedzi na Ewangelię.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi o powtórnym narodzeniu odwołując się zapewne do chrztu, ale też używa nieco zagadkowego porównania nowonarodzonego z Ducha do wiatru. Jak rozumieć to powtórne narodzenie? I co to znaczy, że uczeń Jezusa jest jak wiem, o którym nie wiesz, skąd pochodzi i dokąd podąża? Czy powtórne narodzenie to po prostu przyjęcie chrztu? A może cały nasz pobyt na ziemi, droga wiary, jest takim powolnym powtórnym narodzeniem się z Ducha?

Na końcu Ewangelii według św. Marka Jezus mówi o tym samym nieco inaczej: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16, 16). Chrzest jest tutaj połączony z wiarą. Zakładam, że chodzi o wiarę w Jezusa jako Syna, ale też wiarę w Dobrą Nowinę, w Zmartwychwstanie. Zdanie to sugeruje, że do zbawienia chrzest jest niekonieczny, chyba że w „uwierzeniu” zakłada się chrzest. Niemniej Jezus opuszcza chrzest w drugiej części zdania.

Już stosunkowo szybko, bo już w IV wieku, a w naszych czasach to już jest nagminne, pojawiła się inna opcja, która pierwszym chrześcijanom chyba nie przyszłaby do głowy: można przyjąć chrzest,ale nie uwierzyć:) Na przykład z przyczyn koniunkturalnych, z masowego chrzczenia jak leci, czasem wymuszonego, z tradycji, bo to się opłaca, bo rodzina tak chce, bo wszyscy to robią itd. U nas w Polsce już sie to załamuje, bo rośnie liczba rodziców, którzy sami nie wierzą, przynajmniej tak twierdzą i nie chrzczą swoich dzieci, mimo próśb ich rodziców, czyli dziadków czy mimo presji kulturowej.

Z kolei wczoraj czytaliśmy początek Pierwszego Listu św. Piotra i tam była mowa o Ojcu, który nas już zrodził do dziedzictwa zachowanego dla nas:

„On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie” ( 1 P 1, 3-5)

JJezus mówi u św. Jana, że to człowiek musi się narodzić na nowo. Wymaga to od niego decyzji, nawrócenia, przyjęcia Ducha, jakiejś aktywności z naszej strony. Św. Piotr mówi bardziej o „pasywnej” stronie tego narodzenia – zostaliśmy zrodzeni. Dziecko jako takie nie wybiera sobie, czy będzie się rodzić czy nie. Nie ma wpływu na to, czy będzie poczęte czy nie. O jego wyjściu z łona matki decyduą po prostu siły natury. Jest ono całkowicie pasywne, w tym sensie, że nic tu nie podlega jego decyzji. Natomiast w przypadku powtórnego narodzenia wydaje się, że mamy do czynienia zarówno z aspektem pasywnym (Ojciec zrodził, podobnie jak zrodziły nas nasze Mamy), ale i my may zrobić jakiś krok w kierunku tego zrodzenia,jakbyśmy mieli go wybrać.

Narodziny lub śmierć w sensie duchowym oznaczają przejść pewnej wewnętrznej przemiany. Kto się narodził, wcześniej nie istniał. Kto umarł, istniał i, jeśli nie uznaje, w życie po śmierci, albo przestaje istnieć albo istnieje w jakiejś „mgławej” formie życia. Narodziny to metafora istotnej, a nie kosmetycznej zmiany w sercu człowieka.

Interesujące jest też to, że istnieją dwa tłumaczenia owego procesu, któremu nalezy się poddać. Kościół Wschodni bardziej podkreśla, że jest to narodzenie z wysoka – nawiązując właśnie do przebóstwienia, jak słusznie powiada Michał Wilk i do Listu św. Piotra o naszym uczestnictwie w boskiej naturze. A na Zachodzie bardziej podkreślano narodzenie na nowo, jakby właśnie chodziło o dłuuuugie narodziny w czasie i uwypuklenie naszego działania w tym procesie, nawrócenie. Niestety często w Kościele Zachodnim przekładano to w kaznodziejstwie na moralizm: masz stać się lepszym, masz coś zmienić w sobie, musisz się oczyścić itd.

Na skutek wiary w Zmartwychstanie Jezusa i dzięki przyjętemu Duchowi Świętemu obecnie jesesteśmy dziedzicami, ponieważ staliśmy się synami i córkami Ojca. Z tego powinno wypływać stosowne postępowanie, inne niż do tej pory. Czym jednak jest to narodzenie czy zrodzenie, zakładając, że w ślad za nimi powinno iść świadectwo życia podobnego do Chrystusa i odrzucenie dotychczasowej formy życia opartej na regułach tego świata?

Kiedy Bryt, Pelagiusz, człowiek prowadzący ascetyczne życie, chociaż nie był mnichem w sensie ścisłym, dotarł w latach 80. IV wieku do Rzymu, przeraził się. Jakoś nie było widać wśród osób uważających się za chrześcijan skutków tego powtórnego narodzenia. Pelagiusz zderzył się bowiem z pewnym dylematem, którego, myślę, doświadczamy i my do dzisiaj. Jak to w końcu jest, że chociaż przyjęliśmy chrzest, narodziliśmy się ponownie, przyjmujemy sakramenty, a zdarza sie nierzadko, że postępowanie samych chrześcijan bywa gorsze niż ludzi niewierzących w Chrystusa? Pelagiusz (choć po prawdzie to nie wiemy, czy on sam tak myślał, czy jego poglądy tak przedstawiono albo wykoślawiono) odpowiedział sobie tak, że zapewne te marne skutki narodzenia na nowo należy przypisywać człowiekowi: on po prostu nie chce żyć Ewangelią, a może. Św. Augustyn, który wdał się w polemikę z Pelagiuszem (a sam Bryt chciał się spotkać na dysputę z biskupem Hippony na ten temat, ale akurat Augustyn był nieobecny) uznał, że jednak to nowe narodzenie rozciągnięte jest w czasie, kontrując Pelagiusza, że ludzie chcą żyć Ewangelią, ale jeszcze nie mogą. Innymi słowy, przyjęcie chrztu nie działa jak czarodziejska różdżka czy zażycie tabletki przeciwbólowej, która działa natychmiast.

Można by jeszcze dopytać, czy samo przyjęcie chrztu św.. nawet jeśli człowiek nie ma wiary, gdy go przyjmuje, działa w nim niejako niezależnie od jego woli, wiary i dyspozycji? Doświadczenie pokazuje, że raczej nie. To znaczy, na pewno realnym jest to, że ochrzczony staje się rzeczywiście dzieckiem Bożym, ale nie poddaje się później przemianie, a może raczej nic nie robi „aktywnie”, by ziarno chrztu wrzucone w jego serce, wydało owoce.

Wydaje się, że to powtórne narodzenie, polega zarówno na pasywnym poddaniu się działaniu łaski Boga w modlitwie (kontemplacji), w sakramentach, jak i naszym aktywnym działaniu: nieustanne formacja – katecheza ciągła, budowanie wspólnoty, ćwiczenie się w nabywaniu cnót, dobrze pojęta asceza, unikanie tego, co nam szkodzi itd. Cały rok liturgiczny służy właśnie temu, by pogłębiało się nasze poznanie prawdziwego Boga (nie tylko intelektualnie, ale relacyjnie) i byśmy w ten sposób powoli stawali się podobni do Chrystusa.

A porównanie do wiatru? W tej Ewangelii wiatr jest symbolem Ducha Świętego. Człowiek narodzony na nowo jest więc prowadzony przez czasem zaskakujące, nieprzewidywalne, nieschematyczne działanie Ducha. Przyjęcie Ducha jako głównego przewodnika naszego życia zakłada też naukę rozeznawania, rozpoznawania wewnętrznego prawa, a nie tylko dającego nam duże poczucie bezpieczeństwa świata zewnętrznych przepisów i norm. Oczywiście one są ważne i potrzebne, ale w ramach tych norm Duch Święty często porusza nas do niekonwencjonalnych decyzji, czynów, co nierzadko nie odpowiada ludzkiej i słuszne potrzebie stabilności, bezpieczeństwa i względnego spokoju. Czasem po prostu zwykłej wygody. Dla naszego dobra Duch Święty próbuje nieraz nas z tego wygodnictwa wyrwać, ale nie wiedząc, jak On działa możemy to potraktować jako atak na wiarę lub…. działanie złego ducha. Jednak Duch Święty nie jest duchem świętego spokoju i mieszczańskiej moralności pijącej spokojnie kawkę na kanapie przed telewizorem.

Dariusz Piórkowski SJ

Brat w wierze, jezuita, prezbiter w: Towarzystwo Jezusowe

0 komentarzy