Dwie rzeczy poruszyły mnie podczas dzisiejszej Eucharystii. Słowa „Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy”, po łacinie: „omnes”. Jezus mówi te słowa do uczniów niedoskonałych, powołanych grzeszników jak sam ich nazywa w Ewangelii. Łamie chleb, który jest Jego Ciałem z uczniami, którzy Go zdradzą, zaprą się, pouciekają. Myje nogi wszystkim apostołom. Nigdzie nie czytamy, aby udzielił im jakiegoś rozgrzeszenia ani w trakcie Ostatniej Wieczerzy, ani po Zmartwychwstaniu.
I druga rzecz. Jezus buduje relację zaufania w oparciu o to, co w człowieku jest dobre, nie w oparciu o jego grzechy, niegodność, nieczystość. Nie pyta najpierw o to, jak człowiek żyje. Liczy się, że żyje. Spotyka sie z Nim. Dotyczy to także nie- Żydów. Jezus sięga do serca każdego, jakby nie zważał na ludzkie grzechy i słabość: Samarytanka, Nikodem, Dobry Łotr. Zacheusz, Piotr. Nawet faryzeusze, którzy przygnali kobietę cudzołożną, wypuścili kamienie z ręki, bo Jezus dotarł do ich serca. Jezus widzi coś, czego my długie lata. a nieraz całe życie, nie widzimy.
I teraz cóż to się stało w Kościele, że „wszyscy” z zaproszenia Jezusa już nie są wszystkimi. Cóż to się stało, że czasem większość uczestników Eucharystii, którzy nie przestali być Ciałem Chrystusa i są w komunii z Nim oraz z innymi braćmi i siostrami, nie mogą przyjąć Komunii świętej? Ano powód jest taki, że żyjąc w grzechu, jakkolwiek go pojmują, a czasem uważają za grzech to, co nie jest grzechem, tylko ktoś z ludzi Kościoła im tak wmówił. twierdzimy, iż profanują Boga, bezczeszczą Najświętszy Sakrament, są nieczyści, a więc niegodni. Często oczywiście myślimy wyłącznie o Ciele i Krwi Chrystusa ukrytym w chlebie i winie, odłączając to Ciało od Ciała Chrystusa, którym jest wspólnota.
Pierwotny Kościół rzeczywiście wykluczał ze wspólnoty Kościoła, a więc też z możliwości przyjęcia komunii świętej, ponieważ uznano, że trzy grzechy: cudzołóstwo, apostazja i zabójstwo wykluczają z komunii, którą tworzy wspólnota. Czyli tak bardzo ją ranią, że oddalają członków Ciała Chrystusa od siebie. Nie ma prawdziwej komunii. Inne grzechy nie wykluczały, chociaż czyniono za nie pokutę. Nie jestem pewien, czy dzisiaj większość przyjmujących komunię świętą zdaje sobie sprawę z tego, że ona oznacza unię między poszczególnym wierzącym, Chrystusem i resztą wierzących. Przyjmując komunię świętą jednoczymy się wszyscy jako wspólnota. Potwierdzamy tę jedność/komunię.
Czy Jezus dzielił się z uczniami sobą, bo to ON najpierw i przede wszystkim był w jedności z nimi, bez względu na ich wierność i postępowanie, czy dlatego, że byli tak dalece święci, czyści i doskonali, że Jezus w ramach nagrody pozostał z nimi w jedności i podzielił się z nimi chlebem, czyli samym sobą? No raczej pierwsza wersja wydaje się prawdziwsza. Trzeba też dodać, że uczniowie, chociaż byli też niedoskonali, upadający, to jednak kochali Jezusa, tak jak podówczas potrafili, i z tego powodu różnili się od tych, którzy też grzeszyli, ale nie życzyli Jezusowi dobrze.
Dzisiaj w Kościele „wszyscy” to już nie są „wszyscy”. Mówimy jednocześnie, że są w komunii i nie są w komunii. Nikt dzisiaj nie wyklucza formalnie z Kościoła, w sensie, nie nakłada ekskomuniki za to, że ktoś rozwalił małżeństwo. Trochę to wygląda jednak tak jakbyśmy zaprosili wielu gości na wesele, no bo należą do rodziny, ale nie pozwolili im usiąść do stołu i zjeść wspólny obiad, bo są niegodni, nieczyści, grzeszni, nie zasługują, nie zapracowali sobie na to, nagrabili sobie, no i za karę nie ma jedzenia na weselu.
I to wcale nie jest tak, że gdybyśmy nagle pozwolili tym, którzy pragną przyjmować Ciało Chrystusa, ale póki co nie mogą, że nagle ruszy do kościoła całe miasto, cała parafia, cała Polska. Wcale nie. Wiele osób w ogóle to nie interesuje. Póki co nie potrzebują tego sakramentu. Ale są tacy, którzy chociaż błądzą, upadają, nie radzą sobie w życiu, są „chorzy” jak mówi Jezus, pragną komunii z innymi i z Jezusem. Są na mszach świętych, szczerze się modlą, pracują, budują relacje, starają się robić dobro możliwe, upadają, jak każdy, ale jednocześnie cierpią, bo swym szczególnym grzechem „profanują” Boga, którego tak bardzo pragną.
Co więcej, nawet nie ma wielkiej różnicy między zabójstwem, apostazją, cudzołóstwem a powtarzającą sie masturbacją młodego chłopaka w odniesieniu do komunii świętej. Wszystko tak samo bezcześci i wyklucza ze stołu. Zabójstwo stawiane jest wtedy na równi z masturbacją. Doświadczenie pokazuje jednak, że zabójstwo, rozwalenie małżeństwa, jeśli jest świadome i publiczne rani Ciało Chrystusa tak samo jak młodzieńcza masturbacja. Piszę o tym, bo takie rzeczy młodzi ludzie słyszą nierzadko z ust ludzi Kościoła. W pojęciu grzechu, przeciwnie do tego, co pisze Benedykt XVI w Deus caritas est, nie ma już prawie odniesienia do tego, na ile mój grzech rani wspólnotę, rani Ciało. Bo sobie przyjmuję Jezusa prywatnie, ale niekoniecznie musi to wpływać na jakość moich relacji z innymi.
I czasem jeszcze bywamy zadowoleni, że jak to pięknie, iż ludzie regularnie przychodzący na Eucharystię w większości nie przyjmują komunii świętej, bo to znaczy, że mają szacunek do Eucharystii i jej nie profanują. Niemal kompletnie oderwaliśmy Ciało Chrystusa od relacji w Ciele Chrystusa, które tworzymy. Nawet zdanie św. Pawła o wyroku potępienia na tych, którzy przyjmują Ciało i Krew Pańską nie zważając na Ciało interpretujemy powszechnie tylko mając na myśli Najświętszy Sakrament. A przecież to Ciało, na które należy zważać, to w kontekście Pierwszego Listu do Koryntian wspólnota braci i sióstr. Bo dzisiaj można przyjmować komunię świętą prywatnie, w oderwaniu od innych, bez jakiegokolwiek poczucia, że Najświętszy Sakrament wypływa z Ciała Chrystusa i je coraz bardziej jednoczy i leczy.
Co więc się stało, że „wszyscy” ze słów Jezusa z Wieczernika to już nie „wszyscy” spośród tych, którzy nadal są w Kościele, robią, co mogą pomimo słabości, aby w nim być, którzy pragną komunii z innymi i Jezusem także w znaku sakramentalnym, ale zostają uznani za niegodnych tego „zaszczytu”? Co się stało? Czyż nie uważamy, że to nasze właściwe postępowanie zmienia Boga i sprawia, że staje się dla nas milszy, bardziej bezinteresowny?
W Wigilię Paschalną czytaliśmy fragment z Księgi Ezechiela Ez 36, 16-17a. 18-28), gdzie Bóg wyrzucał Izraelitom zbeszczeszczenie Jego mienia wśród pogan. Ale co robi Bóg? Czy zgładził wszystkich Izraelitów? Nie. Mówi, że ze względu na swoją świętość wyprowadzi ich stamtąd, oczyści ich serca, da im serca nowe i wprowadzi do ziemi Izraela. Nie ze względu na dobroć Izraela, ale ze względu na dobroć i świętość Boga.
Mam wrażenie, że my czasem uważamy, że nasze bezczeszczenie Boga… niszczy Go, sprawia, że pomniejszamy Jego dobroć, miłosierdzie, sprawiedliwość. Owszem, pomniejszamy chwałę Boga w świecie, ale nie jesteśmy w stanie zmienić samego Boga. Niektórzy jednak są przekonani, że człowiek ma taką moc.

0 komentarzy