„Ja zaś pokładam ufność w Tobie, Panie, mówię: «Ty jesteś moim Bogiem». (Ps 31, 15)
„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu. E. Rzekł do Niego Piłat: I. Cóż to jest prawda?” (J 18, 37-3).
Wielki Piątek świętujemy właściwie tylko wtedy, gdy rozumiemy, że bez względu na wszystko jesteśmy dziećmi Ojca ( czyli także braćmi i siostrami Jezusa), jesteśmy członkami Ciała Chrystusa oraz świątynią Ducha Świętego. I nic tego nie jest w stanie zmienić. Czyli jeszcze inaczej, Wielki Piątek ma o tyle sens, o ile wierzymy w Zmartwychwstanie i w nim już uczestniczymy. Bo jeśli nie, to czcimy samo cierpienie i dobrego człowieka, który ginie z rąk niedobrych ludzi.
Jezus w trakcie procesu, swojej męki i śmierci, doświadcza tego samego, czego doświadczają ludzie sprawiedliwi i niesprawiedliwi: uderzenia zła i cierpienia. Jezus doświadcza tego, jako Ten, który wierzy, jest w relacji z Ojcem. Jest wystawiony na próbę wiary. A co jest jej przedmiotem? Istnienie i dobroć Boga.
Dzisiejsza liturgia wkłada w usta Jezusa słowa Psalmu 31. Umęczony i osaczony sprawiedliwy wyraża ufność wobec Boga. Tych słów nie wypowiedziałby prawdopodobnie żaden cesarz rzymski po przegranej bitwie, wymordowaniu jego rodziny czy ograbieniu z wszystkiego. A dlaczego? Ponieważ religijność naturalna szukając prostego wytłumaczenia tego, co nas spotyka w życiu, uznaje, że jeśli się nam powodzi, jeśli się nam darzy, jeśli zwyciężamy w wojnach, to z pewnością bogowie stoją po naszej stronie -legitymizują władzę cesarza, potwierdzają nasze dobre postępowanie, dają nam znak, że spełniamy ich wolę. Jeśli jednak doświadczamy czegoś przeciwnego: przegranej bitwy, niesprawiedliwości, suszy, choroby, to zapewne znak, że bogowie wpadli w gniew, że robimy coś złego, że nie idziemy drogą, którą nam wyznaczają. Pewną wariacją tego przekonania jest naginanie Boga, tekstów religijnych i ich opaczna interpretacja w taki sposób, który nam odpowiada i potwierdza nasze oczekiwania, zachowania i wybory. Jesteśmy tego świadkami w spektaklu wojennym w mediach, gdzie Donald Trump naprzemiennie z premierem Izraela żonglują Bogiem, by zdobyć legitymację dla swoich urojonych lub realnych pragnień. To już było. Tak jest od początku świata.
Można by powiedzieć, że to taki archetyp ludzkiej duszy. To tworzenie Boga na nasz obraz i podobieństwo. Na tym modelu opiera się większość dziejów ludzkości. Dzieje się to także na naszych oczach. Każdy porządny władca zdecydowanie woli być namaszczonym przez Boga, a najlepiej jeszcze żeby był sam bogiem. Potrzebne jest to dla celów politycznych – trzeba przekonać lud, elity i wojsko, że to on jest prawowitym i jedynym władcą. Tak cesarze rzymscy zdobywali władzę -przez podboje i zwycięskie bitwy. Tak tworzone były i są państwa wyznaniowe. Na mocy tego archetypu także Kościół szukał wsparcia władców, interpretując ich poczynania jako zrządzenia woli Bożej.
Kościół popadł również w tę pokusę. Do roku 1000 to cesarze tak naprawdę rządzili Kościołem. To władcy decydowali w ważnych sprawach Kościoła. Nie papieże. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero po upadku Państwa Kościelnego w XIX wieku. To ów archetyp stoi u źródeł uczonej do dziś prawdy wiary, że Bóg za dobre wynagradza, a za złe karze. To dlatego nie mówimy nadal w praktyce, że Bóg jest miłosierny i sprawiedliwy, tylko miłosierny, ALE też sprawiedliwy. To ten archetyp religijności naturalnej do dzisiaj kształtuje życie sakramentalne, duszpasterstwo, mentalność zasług i kar, czyli cały system kościelny w Kościele, a nawet kaznodziejstwo Kościoła, ponieważ Bóg tworzony na nasz obraz i podobieństwo nie został jeszcze przekroczony przez ludzi Kościoła, bo chrześcijaństwo zostało przesiane przez sito politycznych układów, światowych dążeń do władzy, posiadania i siły. I niewiele zostało z tego, co przyniósł Jezus. Także w Polsce nieszczęściem dla wiary jest to, że została ona tak mocno związana z polskością.
Na krzyżu Jezus wołający, że Bóg Go opuścił przekracza i znosi ten mechanizm. Cierpi, chociaż nie zawinił. Zostaje odarty z wszystkiego. A jednak ufa, że Bóg jest dobry. Potwierdza to jednak to tylko wiara w Zmartwychwstanie, a nie zagarnięte przez nas terytoria, władza, pieniądze, posiadane zdrowie. Bóg jest radykalnie inny. O tym mówi już księga Hioba. To my chcemy nagrody za dobre sprawowanie i kary za złe. I chcemy, aby taki był Bóg.

0 komentarzy