„Niewiasta odpowiedziała wężowi: «Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli».(Rdz 3, 2-3)
Tak wiele pytań rodzi się pod wpływem lektury dzisiejszych czytań. Jest w nich mowa o kuszeniu, o dialogu, o nieposłuszeństwie i posłuszeństwie, o wolności i jej granicach, o byciu stworzeniem, o ludzkiej niedoskonałości i nieskończonych pragnieniach.
Weźmy tylko parę pytań: Skąd się bierze pokusa? Czym ona jest? Dlaczego jesteśmy kuszeni? Jak jesteśmy kuszeni? Czy kuszenie dotyczy tylko ludzi religijnych, wierzących, a może każdego człowieka?
Pokusa bierze sie także od zła, od węża, od szatana. Ale jak to możliwe, skoro na początku Bóg stworzył wszystko jako dobre? Tę zagadkę wielu w historii ludzkości próbowało rozwikłać w taki sposób, że uznali równorzędność dobra i zła albo uznali istnienie Boga dobrego i Boga złego. A jednak pokusa idzie od stworzenia, które w istnieniu i działaniu podtrzymuje Stwórca. W ogrodzie Edenie wprawdzie nie ma zła, ale Bóg mówi o tajemniczym drzewie poznania dobra i zła. Coś takiego jak zło już istniało, zanim pojawil się człowiek, ale nie zostało „zrodzone” przed wiekami jak Słowo. Zarówno zło jak i pokusa do niego musi się kryć w niedoskonałości stworzenia. Posłużę się tutaj odpowiedzią, której na pytanie o pochodzenie pokusy udzielił o. Jacek Bolewski SJ: „Jak to możliwe, że z samego dobra wyłoniła się pokusa? Po prostu: wszelkie dobro, z jakim mamy do czynienia na ziemi, jest ograniczone. Kiedy o tym zapominamy, przywiązując się do jakiegoś dobra tak, że przesłania nam ono wszystko inne, wtedy je absolutyzujemy – staje się ono naszym bogiem, przesłaniając prawdziwego Boga. Albo inaczej: ponieważ jest wiele dobrych rzeczy, a ludzka ograniczoność nie pozwala na to, by mieć wszystko na raz, potrzebny jest wybór – między jednym dobrem a innym” Ta odpowiedź wyjaśnia również po części dlaczego jesteśmy kuszeni: chodzi o wolne rozpoznanie i wybór prawdziwego, a nie pozornego dobra lub dobra niewłaściwego w danym czasie i miejscu dla nas. Kuszenie/próba jest po to, byśmy nauczyli się przesiewać, odsiewać plewy od ziaren, dobro pozornego od dobra prawdziwego, byśmy uczyli się rozpoznawać prawdę pośrodku fałszu i ciemności. To właśnie pójście za pozornym dobrem jest grzechem, czyli czymś, co odbiera nam życie i miłość.
Kuszeni są Adam, Ewa i Jezus Chrystus. Bycie człowiekiem obejmuje także to, że podlega próbie. Dlaczego? Nie dlatego, że od początku lgnął do zła i grzechu. Jakby nieustannie o nim marzył. Być kuszonym to usłyszeć inne słowa niż Boga łudząco podobne do Jego słów, ale prowadzące w zupełnie inną stronę. Co ciekawe, czytamy, że Jezus został wyprowadzony na pustyni, aby był poddany próbie, przez Ducha Świętego. Jezus był kuszony dlatego, że był człowiekiem. Duch Święty jest ponad wszystkim, pozwala na działanie swoich stworzeń, nawet jeśli te sprzeciwiają się Jemu. Kuszenie jak mówi Ewangelia nie jest tylko domeną złych duchów. To zdanie z Ewangelii pokazuje, że obie wersje prośby w „Ojcze nasz” są poprawne teologicznie: „Nie wódź nas na pokuszenie” , czyli „Nie wyprowadzaj nas w stronę próby”, chociaż to nie Bóg kusi, ale też: „Nie pozwól, abyśmy ulegli próbie”. Bóg wyprowadza nas na próbę, abyśmy się nauczyli rozpoznawać Go pośród różnych dóbr, a jednocześnie nad wszystkim panuje, pozwala także na upadek i grzech. Ale i tutaj ma to swój ukryty cel. Św. Paweł w niezwykłym olśnieniu pisze w dzisiejszym drugim czytaniu: „Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi”. Ostatecznie Bóg zwycięży. Ostatecznie jeszcze bardziej objawi się Jego chwała. Wszyscy staną się sprawiedliwymi, chociaż nie mamy pojęcia, w jaki sposób sie to stanie.
Musimy więc przyjąć próby za konieczną część życia, zarówno chrześcijańskiego jak i niechrześcijańskiego. Jednak Bóg, przez Objawienie, śpieszy nam z pomocy. Musimy się uczyć rozpoznawać prawdziwe dobro. Otrzymujemy w Słowie pewne wskazówki,kryteria, jak rozpoznać to, czego dla nas pragnie Bóg, a co na pewno jest dla nas dobre. Dzisiejsze czytania odsłaniają też mechanizm pokusy.
Już w rozmowie z Ewą ujawnia się zadziwiająca rzecz. Zło, które jest związane z na początku dobrym stworzeniem, pociąga nas również dobrem, ale częściowym. Zło nas wciąga i zniewala za pośrednictwem naszych dobrych chęci, słusznych pragnień, potrzeb i głodów. No i doprowadza nas do złudzenia, że skoro chcemy czegoś dobrego, skoro mamy dobre intencje (zgodnie z tym jak sobie wyobrażamy „dobro” dla nas) to nie możemy przy tym popełnić niczego złego.
Jak się to osiąga? W księdze Rodzaju wąż przewrotnie próbuje przekręcić Boże słowo, co więcej, próbuje przypisać Bogu to, czego On nie powiedział. Skąd my to znamy? Z naszych wielu rozmów, kłótni i sporów, nie tylko w internecie. Człowiek przypisuje drugiem to, czego on nie napisał, nie powiedział, ale ponieważ to nieprawda, będzie się posługiwał manipulacją, szantażem, budzeniem poczucia winy w drugim. To jest często bardzo subtelne. A drugi sposób to fałszywa interpretacja pewnych faktów. To też jest jedna z głównych przyczyn konfliktów, nieporozumień, wojen itd. Każdy ma swoją interpretację, tylko nie każda interpretacja jest prawdziwa. Jeśli nie jest prawdziwa, to trzeba ją wymusić: strachem, przemocą, przekupstwem, manipulacją, obietnicą „gruszek na wierzbie”, podstęptem.
Ciekawe jest to, że sama Ewa przekręciła słowa Boga odpowiadając wężowi. Nie mogło być to wywołane samym tylko postawieniem pytania. Właśnie bycie niedoskonałym (nie mylić z grzesznym) prowadzi do tego, że człowiek czegoś nie usłyszy dobrze, nie zauważy, zapomni, przekręci. Nie ze złej woli. Ale ta słabość jest potem wykorzystana przez szatana. Ewa mówi, że można jeść z wszystkich drzew, ale już nie dodaje, że w sposób wolny, nieskrępowany, a tak mówil Bóg. Mówi, że drzewo poznania jest w środku ogrodu i że Bóg zakazał go dotykać. Obie te deklaracje są nieprawdziwe. Są przekręceniem słów Boga. Przypisaniem Mu tego, czego nie powiedział.
A Jezus w Ewangelii? Mamy tu do czynienia z trzema klasycznymi pokusami człowieka: jest stworzony an podobieństwo Boga, ale jednak nie jest Bogiem. Ma granice. Musi przyjąć stworzony przez Boga porządek. Ale człowiek może tego nie uznać dobrowolnie. Może i z siebie, z innych stworzeń czynić Boga. Jezus jako człowiek uznaje to, że z kamieni nie da sie zrobić chleba. Człowiek o normalnych zmysłach nie skacze z góry sądząc, że będzie fruwał. Nie oddaje też czci ani sobie, ani innemu stworzeniu. Diabeł chce, by Jezus skłonił ludzi do wiary… siłą, magią, czarami, gwałtem, urokiem osobistym, czynieniem rzeczy niemożliwych po ludzku.
A jednak w naszym świecie ciągle ulegamy tej pokusie. Pokusa narcyzmu, władzy, iluzorycznej wiary w to, że jeśli ja czegoś chcę, bo mam władzę, pieniądze lub zwykłą zachciankę to tak się stanie. Chcemy naginać rzeczywistosć i innych ludzi do naszej woli, sadząc, jak szatan, iż na tym polega bycie Bogiem. Mamy obecnie na arenie międzynarodowej prezydenta narcyza, który uważa, że cokolwiek wymyśli, to wszyscy powinni za tym pójść albo że stanie sie tak jak on chce. Niczym Bóg. Ale tylko niczym, bo Bóg nikogo do niczego nie zmusza ani nie posługuje się siłą, manipulacją, przekupstwem itd.

0 komentarzy