Zaznacz stronę

Nieświadome grzechy. Zagwozdka.

9 kwietnia, 2026

„Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak zwierzchnicy wasi. A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał.  Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone,  aby nadeszły od Pana dni ochłody, aby też posłał wam zapowiedzianego Mesjasza” (Dz 3, 17-20)

Moim zdaniem jest to jest jeden z najtrudniejszych fragmentów w Nowym Testamencie. Trudność wiąże się z interpretacją i z naszą obecną definicją grzechu w Kościele Katolickim. Ale nie tylko.

Oto słyszymy, że św. Piotr teraz, czyli być może chodzi o zesłanie Ducha Świętego albo/i doświadczenie samego Piotra, który wyparł się Chrystusa, że przywódcy religijni działali według niewiedzy gr. „kata agnoian”. A jednak popełnili grzech, realne zło, czeka ich kara. Co więcej, przez to, że oni działali w niewiedzy Bóg wypełnił zapowiedzi proroków. Jednocześnie apostoł obiecuje odpuszczenie grzechów i, o dziwo, mówi o posłaniu zapowiedzianego Mesjasza.

Jest to więc najpierw tekst mówiący o przeplataniu się ludzkiej wolności z Bożą wolą i Bożym zamysłem. W obecnej definicji grzechu śmiertelnego mówimy o pełnej świadomości i pełnej dobrowolności. Między Bogiem a prawdą nie tylko współczesna wiedza o człowieku i wielu determinujących go czynnikach słusznie dowodzi, że czegoś takiego jak pełna wiedza i dobrowolność nie istnieje. To przekonanie potwierdza już nauczanie św. Piotra. To samo mówi na krzyżu Jezus modląc się do Ojca, aby przebaczył tym, którzy Go krzyżują, bo nie wiedzą, co czynią…. Owszem, przywódcy religijni ponoszą odpowiedzialność, ale wzmianka o niewiedzy, jest pewnego rodzaju okolicznością łagodzącą. Jednocześnie ta niewiedza musi być po części przez nich zawiniona, chociaż tekst w sumie nic o tym nie mówi. Więc nie wiem, czy tutaj można mówić o tym, czego uczy tradycyjna teologia moralna o ignorancji zawinionej i niezawinionej. Gdzie i jak przeprowadzić granicę między nimi, doprawdy dzisiaj wydaje się to prawie niemożliwe. To, co dawniej przypisywano złej woli człowieka, czyli uzależnienia, dzisiaj wiemy, że nie jest to często nawet wybór woli. To rodzaj specyficznej choroby.

Myślę, że większość poważnych grzechów, nawet tych śmiertelnych, dzieje się pod wpływem nieświadomości lub fałszywej świadomości. I być może takich grzechów mamy najwięcej – nieświadomych. Wprowadzenie prawa rzymskiego do myślenia biblijnego spowodowało między innymi, że grzech śmiertelny utożsamiamy z pełną świadomością i pełną dobrowolnością. Ale tak naprawdę ciężar grzechu powinno się mierzyć nie tyle skalą świadomości i dobrowolności, ale skalą zniszczeń, umniejszenia życia, ograniczenia życia, rujnowaniem relacji, zatrzymaniem przekazywania dobra. Nie jest to istotne, czy będzie to dobrowolne czy niedobrowolne, bo skutek ostatecznie będzie taki sam. Jeśli się tak bardzo skupiamy w cywilizacji grecko-rzymskiej na samej winie, a nie na jej skutkach, to potem dochodzi do tego, że tak wiele ludzi spowiada się z wykroczeń, którym rzeczywiście łatwo przypisać niemalże pełną dobrowolność i świadomość, ale które w Ciele Chrystusa i w relacjach międzyludzkich wcale nie są takie szkodliwe. Największe grzechy to często te, których w ogóle nie widzimy. Faryzeusze i uczeni w Piśmie oburzali się na celników i prostytutki, a sami skleili się z takim wyobrażeniem Boga i religii, że trudno było przebić ten pancerz. Jezus próbował.Dlatego nie szczędził im ostrych słów.

Ale jest jeszcze inna rzecz. Człowiek uczynił co uczynił, czyli zabił Dawcę Życia, ale było to „konieczne”, aby spełniły się Boże plany. Oczywiście, tak spogląda na to apostoł po fakcie. Gdy się to wszystko działo, na pewno tak nie myślał. I znowu można wpaść w pułapkę, że Bóg wszystkim sterował. Egzegeci twierdzą, że nie. Wolność ludzka, nawet jeśli tak ograniczona, działała. Bóg nie przymuszał arcykapłanów, Piłata i Judasza, aby wydali Jezusa na śmierć. Sam Bóg nie przybił swego Syna do krzyża. A jednak gdyby nie ta „szcżęśliwa wina”, nie było zmartwychwstania. A może jednak Bóg jakoś wpłynął na serca ludzkie podobnie jak czytamy o działaniu Boga, który uczynił upartym serce faraona?

Dariusz Piórkowski SJ

Brat w wierze, jezuita, prezbiter w: Towarzystwo Jezusowe

0 komentarzy