„Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym».(Mk 7, 23).
„Należy wyjaśnić pojęcia „Lud Boży” i „świat” – tak ks. Joseph Ratzinger zatytułował szkic przemówienia z 24 września 1965 roku, wygłoszonego przez kard. Fringsa podczas jednej z ostatnich sesji Soboru Watykańskiego II. Chodziło o pewną wieloznaczność, a przez to niejasność obu pojęć w jednym z tekstów soborowych.
Myślę, że ta uwaga nie dotyczy tylko tych dwóch pojęć. To zadanie wyjaśniania słów i pojęć użytych w Biblii, w liturgii i moralności jest nieustannym wyzwaniem. Z biegiem lat i praktyki głoszenia Słowa i różnych konferencji umacniam się coraz bardziej w przekonaniu, że myślenie biblijne wcale nie zajmuje w naszych europejskich głowach naczelnego miejsca. To znaczy, myślimy generalnie po rzymsku/grecku i po polsku. Jesteśmy uwarunkowani naszą kulturą i językiem. Trzeba naprawdę wykonać ogromną pracę „wgryzienia się” , i to przez lata, w biblijny sposób postrzegania świata i rozumienia pojęć, które, wydawałoby się, są zrozumiałe. Weźmy, dla przykładu, sprawiedliwość. Co rozumie słuchacz w kościele, gdy słyszy, że nasyceni będą ci, którzy pragną i łakną sprawiedliwości? Czy rozumie przez to świętość Boga, Jego wierność własnemu Słowu i Przymierzu? Czy rozumie przez to miłosierdzie, i to nie na poziomie uczuć, lecz czynów, gdyż sprawiedliwiymi zostali nazwani przez Jezusa ludzie na Sądzie Ostatecznym, a przecież okazywali czynną miłość ludziom w potrzebie? Zaręczam, że większość osób w kościele ma co innego na myśli. Możemy więc widzieć sprawiedliwość – iustitia – jako boginię z wagą w ręku, która każdemu stara się bezstronnie rozsądzić racje. Oczywiście, tę ideę znajdziemy także w Biblii. Ale nie w każdym przypadku, gdy pojawia się słowo „sprawiedliwość”. Potocznie rozumiemy sprawiedliwość jako „oddanie każdemu tego, co mu się należy”. W taki sposób pojmujemy sprawiedliwość w tzw. prawdzie wiary, że „Bóg jest sprawiedliwy, bo za dobro wynagradza a za zło karze”. Ironia polega tutaj na tym, że stosujemy rzymskie/pogańskie rozumienie boskiej iustitia i odnosimy ją do Boga objawionego przez Jezusa Chrystusa. Każdemu według zasług, z tym że można zasłużyć na karę lub na nagrodę.
Ale kiedy św. Paweł używa słowa sprawiedliwość czy usprawiedliwienie to pisze o tym, że otrzymując Bożą sprawiedliwość Bóg wcale nie działa zgodnie z zasadą „co się komu należy”, lecz obdarza nas łaską niezasłużoną. Sprawiedliwość Boga to świętość Boga, to wierność słowu Boga. Sprawiedliwość podarowana przez Jezusa Chrystusa sprawia, że możemy być wierni Słowu Boga, możemy je wprowadzić stopniowo w czyn.
Zadanie wyjaśniania tych niuansów i różnych znaczeń należy najpierw do biblistów i egzegetów, którzy świadczą tutaj niezwykle ważną, zwłaszcza dziś, posługę w Kościele. Natomiast ten, kto głosi Słowo Boże: prezbiter, katecheta, rodzic itd. powinien korzystać z wiedzy i komentarzy biblistów, by nie wyjaśniać Pisma świętego „po europejsku”. Myślę, że to jest główne zadanie także prezbitera i biskupa podczas homilii. Nie tylko, aby uaktulniać Słowo odnosząc je do dzisiejszego człowieka, ale objaśniać je tak, jak rozumie je autor biblijny.
Także w dzisiejszej Ewangelii pojawia się niezwykle ważne biblijnie słowo „serce”, a także „nieczystość”, „oczyszczenie”. Co ciekawe, sami uczniowie mają problem ze zrozumieniem tej nauki Jezusa, który nieprzypadkowo wzywa: „Słuchajcie, abyście pojęli”. Najwyraźniej czystość pojmowali tak jak reszta: rytualnie, nie egzystencjalnie. Papież Franciszek w swojej ostatniej encyklice „Dilexit nos” poświęca dużo miejsca samemu znaczeniu serca, bo także i w tym przypadku nasze myślenie o sercu dalekie jest o myślenia bibiljnego, a nawet, szerzej, starożytnego. Niezbyt wiele uwagi poświęcali mu również filozofowie, bo ani to rozum, ani wola, ani uczucia. Niewiadomo, jak ugryźć tę metaforę. Dziś, choć w języku codziennym używamy wielu zwrotów związanych z sercem – jako duchowym centrum człowieka, to jednak w kulturze dominuje romantyczna, emocjonalna koncepcja serca.
Serce to nasze wnętrze, centrum osobowe, za „które kryje się za tym, co zewnętrzne, a nawet za powierzchownymi myślami, które nas dezorientują” (4). Jezus mówi dziwną rzecz: człowiek staje się nieczysty przez to, co wydobywa się z jego serca, z jego osobowego centrum. Chodzi o złe czyny, myśli i pragnienia. Co to znaczy być nieczystym? I tu znowu nasza kultura, ale też religijne myślenie, w dużej mierze „nieczystość” wiąże z grzechami seksualnymi. Ale tu jest mowa o wszelkim złu, który „kala” człowieka. Czyli co z nim robi?
Kiedy wrócimy do Jezusowego błogosławieństwa: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 6, 6), to dowiemy się, że czyste serce oznacza bycie podobnym do Boga. Czyste serce czyni dobro na podobieństwo Boga. Dlatego czyste serce może oglądać Boga, który jest samym dobrem. Czysty to zdolny do budowania, podtrzymywania trwałych i twórczych relacji. Czysty jest łagodny, miłosierny, jednający, cierpliwy, pragnący czegoś więcej niż to, co tu i teraz.
W Ewangelii dzisiejszej Jezus mówi, że „zło czyni człowieka nieczystym”, a więc niezdolnym w jakiejś mierze do budowania relacji, które rozwijają się w miłości. „Nieczysty” tutaj to greckie słowo „koinos”, czyli najpierw „pospolity”, „podzielany przez wielu”, „wspólny”, a dalej „nieczysty”. Natomiast gdy mowa, że Jezus swoim nauczaniem „oczyścił” wszelkie potrawy, uczynił je czystymi pojawia się inne słowo „katharos” -„czysty”, „niezmieszany z niczym”, „pozbawiony plam”. Oczyszczone złoto czy srebro nie ma domieszki czego innego. Ubóstwo naszego współczesnego języka nie potrafi oddać tej wieloznaczności słów antycznych. U nas wszędzie jest „czysty”. Niemniej „katharsis” – „oczyszczenie” jest czymś głębszym niż obmycie rąk czy wypranie brudnych ubrań. Takie oczyszczenie sięga głębiej, dalej, potrzeba często do tego ognia, ługu itd.
W pewnym sensie „grzech pierworodny” oznacza „nieczyste (koinos) serce”. Jest już coś w nas, w naszym sercu, co przy sprzyjających okolicznościach się „uktywnia” i sprawia, że źle wybieramy, że jeszcze bardziej „zanieczyszczamy” nasze serce, czynimy się mniej zdolnymi do przyjęcia i dawania miłości. I dlatego, podobnie jak w wielu innych religiach (dużo uwagi sprawie oczyszczenia poświęca Mahatma Gandhi w swojej autobiografii), także Biblia wyraża przekonanie, że człowiek potrzebuje oczyszczenia (katharsis) serca. A ponieważ jest ono znane tylko Bogu, jest to rzecz możliwa do wykonania tylko przez Boga. Wiara chrześcijańska jest więc drogą oczyszczenia.
Ciekawe, że tutaj Jezus nie mówi, co wchodzi w człowieka i czyni jego serce czystynm, ale domyślamy się, że są to najpierw Słowa Jezusa. W naszym sercu są kłamstwa, fałszywe wyobrażenia o wielu ważnych sprawach, jest w nim wina, rany, zniekształcenia poznawcze. To wszystko sprawia, że trudno nam budować dobre relacje. To są przeszkody. Katechizm Kościoła wspomina np. o oczyszczeniu serca z wyobrażeń ojca i matki (nie zawsze złych, często nieadekwatnych), które wpływają na naszą relację do Boga (KKK, 2779). W czasie kontemplacji ma się dokonywać „zrzucenie wszelkich masek i zwrócenie serca do kochającego nas Pana, aby oddać się Mu jako ofiara, która zostanie oczyszczona i przekształcona” (KKK, 2711). A najbardziej uprzywilejowanym „momentem” oczyszczenia serca od naszych przywiązań, które krępują wolność, jest doświadczenie rozproszeń, pokorne uświadomienie sobie tego przed Panem powinno obudzić naszą miłość przede wszystkim do Niego przez zdecydowane ofiarowanie Mu naszego serca, by je oczyścił” (KKK, 2729).
Dokładnie o to samo chodzi podczas Eucharystii, kiedy na początku mamy sobie wszyscy uświadomić, że przychodzimy na nią z nieczystym sercem. I nie chodzi tylko o nasze grzechy, ale o to, co do nich prowadzi, o przywiązania, rany, nieświadomość, podświadomość. Trzeba tylko uznać z pokorą, że potrzebujemy oczyszczenia. Tego dokonuje w nas powoli także Eucharystia. Nie tyle akt pokutny na początku, ale cała Eucharystia.

0 komentarzy