Wczoraj ktoś mi zarzucił, że skłamałem, pisząc, iż podczas sakramentu pojednania penitent sprawuje liturgię razem z prezbiterem. Otóż, nie skłamałem. A ten zarzut pokazuje właśnie jaki jest stan wiedzy i katechezy nie tylko dotyczącej liturgii pośród uczniów Chrystusa w Polsce. Napisał to, jak sądzę, człowiek gorliwy i wierzący. Ale może być i tak, że ów wierzący po prostu nie przyjmuje tego do wiadomości, bo broni swojej własnej wizji Kościoła, kapłaństwa Chrystusa i roli wiernych w Kościele.
Karl Rahner SJ słusznie pisał, że w Kościele mamy często do czynienia z „zapomnianymi prawdami”. Do zapomnianych prawd dodałbym jeszcze celowo pomijane lub przemilczane ze względu na inne „prawdy”, które się ugruntowały i zajęły miejsce prawd objawionych w Biblii i Tradycji Kościoła. Wśród nich są, np. kapłaństwo wszystkich wiernych jako udział w kapłaństwie Chrystusa, rozumienie Ciała Chrystusa jako współnoty wszystkich wierzących powiązanych ze sobą, sprawowanie liturgii przez wszystkich jej uczestników, chociaż każdy na jemu właściwy sposób, sumienie, spowiedź jako pojednanie z Kościołem (Ciałem, a nie instytucją) itd.
Dla przykładu, potrzeba utrzymania księdza doprowadziła do tego, że mszę św. odprawiamy w jakiejś intencji „zamówionej” przez wiernego. Nie byłoby w tym nic niewłaściwego (wszak wskazaną intencję jedynie wyróżniamy spośród modlitwy za wszystkich wiernych żyjących i zmarłych, którą całe Ciało Chrystusa odmawia podczas Modlitwy Eucharystycznej), gdyby nie fakt, iż często celebrans powiada tak na początku mszy świętej: „A ja odprawiam tę mszę świętą w intencji…)
Według Kościoła i aktualnego nauczania jest to niepoprawne stwierdzenie, bo wszyscy obecni sprawują Eucharystię pod przewodnictwem wyświęconego prezbitera, który reprezentuje Głowę Ciała. Czemu się o tym nie mówi (uogólniam, bo może już gdzieś się mówi)? Bo wtedy ludzie przestaliby dawać na mszę świętą. Mówienie, że „celebrans sprawuje Eucharystię”, a reszta stoi, patrzy lub myśli o niewiadomo czym to nawrót do pogańskiego rozumienia kapłaństwa. Gdyby nagle zaczęto mówić, że wszyscy sprawują liturgię, załamałby się pewien schemat. Kwestie praktyczno-ekonomiczne wchłonęły lub okryły milczeniem istotną prawdę życia Kościoła. Spowodowały, że wierni przychodzą na mszę świętą jako….klienci, jako ci, którzy powierzają się kapłanowi, który w ich intencji sprawuje mszę świętą. Nie sądzę, aby „ludzie” przestali zamawiać intencję mszalne, jeśli by się wyjaśniło (a to nie wystarczy zrobić raz), że wszyscy są uczestnikami liturgii, bez prezbitera nie byłoby Eucharystii, ale ofiarę się składa po prostu by wesprzeć prezbitera finansowo. Oczywiście, pojawia się lęk, że skoro za wszystkich jest ofiarowana Eucharystia (co jest prawdą), no to po co wyszczególniać konkretną intencję?
Ale jest jeszcze inny powód. Wyolbrzymiona i wykrzywiona rola prezbitera na skutek klerykalizmu. Pojawia się obawa, że skoro wszyscy „odprawiają”, to po co ksiądz. Albo jak zaczniemy tyle mówić o powszechnym kaplaństwie wiernych”, to potem nie dziwmy się, że nie ma powołań. Tylko że ich i tak nie ma, nawet jeśli mówimy głównie o kapłaństwie wyświęconych szafarzy. Nawiasem mówiąc powołanie w Kościele też zostało sklerykalizowane. Jest też pozostałość potrydenckiego rozumienia kapłaństwa, które w konfrontacji z reformatorami mocno broniło sakramentu święceń i szczególnej pozycji prezbiterów w Kościele Katolickim. Jednak jak to zwykle bywa podczas różnych walk zawsze są „skutki uboczne” lub „wylanie dziecka z kąpięlą”. Stąd te ołtarze w kościołach, gdzie kapłani często w tym samym czasie sprawowali sami liturgię, no musiał być chociaż ministrant. Ale często, i do dzisiaj tak jest, kapłan odprawia mszę świętą sam. Bo przecież może, chociaż teksty liturgiczne są liczbie mnogiej i zakładają obecność wspólnoty. No to wtedy nagle uduchawiamy wspólnotę i mówimy, że przecież odprawiamy z całym Kościołem, także tym w niebie….
Ale jeśli przestaniemy mówić o całym Kościele jako Ciele Chrystusa, o powszechnym kapłaństwie wszystkich wiernych, to czym się wtedy staje Kościół? Instytucją religijną świadczące pewne usługi przez jego głównych przedstawicieli, czyli kapłanów.
No to posłuchajmy co na ten temat mówi Sobór Watykański II:
„Słusznie przeto uważa się liturgię za wykonywanie kapłańskiego urzędu Jezusa Chrystusa; w niej przez znaki widzialne wyraża się i w sposób właściwy poszczególnym znakom urzeczywistnia uświęcenie człowieka, a Mistyczne Ciało Jezusa Chrystusa, to jest Głowa ze swymi członkami, wykonuje całkowity kult publiczny” (Konstytucja o liturgii, 7)
Jest tu wyraźnie napisane, że wszyscy ochrzczeni mają udział w urzędzie kapłańskim Chrystusa, czyli Mistyczne Ciało Chrystusa. Członkami tego Ciała są wszyscy wierni świeccy. I jak uczy Katechizm Kościoła „Liturgia jest „czynnością” całego Chrystusa (Christus totus)” (KKK, 1136). Cały Chrystus to Głowa i Jego członki.
w Konstytucji dogmatycznej o Kościele czytamy:
„Wierni zaś na mocy swego królewskiego kapłaństwa współdziałają [ wraz z prezbiterem) w ofiarowaniu Eucharystii, pełnią też to kapłaństwo przez przyjmowanie sakramentów, modlitwę i dziękczynienie, świadectwo życia świątobliwego, zaparcie się siebie i czynną miłość” (LG, 10)
„Święta i organicznie ukształtowana natura społeczności kapłańskiej aktualizuje się przez sakramenty i przez cnoty” (LG, 11)
Kapłaństwo wszystkich wiernych, a prezbiter nie przestaje nigdy być wiernym w Kościele, bo też przyjmuje sakramenty, realizuje się przez udział w sakramentach. „Współdziałanie’ nie jest tylko bierną obecnością, zaliczeniem, odhaczeniem. Powinno być aktywnym uczestnictwem.
A co do samej spowiedzi „Obrzędy Pokuty”, zaaprobowane przez św. Pawła VI, w których, np. są podane schematy nabożeństw pokutnych odprawianych wspólnotowo w formie liturgii Słowa i jako przygotowanie do sakramentu pojednania, czytamy we że „wierny doświadczając w swoim życiu miłosierdzia Bożego i głosząc je, sprawuje razem z prezbiterem liturgię Kościoła”.
Dlaczego katecheza o liturgii leży odłogiem? Bo gdybyście zaczęli o tym mówić i formować lud kapłański, to wtedy „upadłby” autorytet kapłanów i już nie byliby nikomu potrzebni. Ten fałszywy lęk jest lękiem przed rozpadem klerykalnego postrzegania kapłaństwa. Ale także po stronie wielu wiernych świeckich wcale nie ma takiego oczekiwania, by współdziałać jako członek ludu kapłańskiego czy Ciała Chrystusa w sprawowaniu liturgii. Trzeba by wzbudzić intencję podczas liturgii, świadomie w niej uczestniczyć, łączyć realnie życie z Eucharystią i innymi sakramentami. Wersja klerykalna jest wygodna dla obu stron. Lepiej scedować „to, co religijne” na kapłanów. Niech oni czynią to w naszym imieniu. Tylko wtedy to nie jest chrześcijaństwo. To coś na kształt rzymskiego kultu religijnego z czasów Cesarstwa Rzymskiego. W ten sposób czynimy też sakramenty nieskutecznymi w życiu wielu wiernych, licząc że samo bycie już wystarcza, by one działały.
Są już na szczęście takie miejsca, parafie, wspólnoty, gdzie świadomość uczestnictwa wszystkich ochrzczonych w kapłaństwie Chrystusa. Jednak gdy się o tym zacznie mówić, można być posądzonym o bycie protestantem:) Jest to niesamowite jak umysł ludzki znajduje uzasadnienie dla wszystkiego, co mu odpowiada.

0 komentarzy