„Bracia Józefa, widząc, że ojciec kocha go bardziej niż ich wszystkich, tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim porozmawiać” (Rdz 37, 4)
Ta historia z Józefem i jego braćmi opisuje ludzkie doświadczenie, ludzkie niedojrzałe zachowania, z którymi do dzisiaj sobie nie radzimy jak należałoby. O tym samym w sumie opowiada pozabiblijna literatura w tym tragedie greckie, dramaty W. Szekspira czy powieści F. Dostojewskiego. Dlaczego więc czytamy o nich w Biblii? Ponieważ autorzy natchnieni próbują pokazać, jak pośrodku ludzkiej nieumiejętności dobrego życia, pośrodku naszego impulsywnego, czasem rozpaczliwego działania, a nie obok niego, działa również Bóg. Biblia nie zajmuje się naturą Boga czy analizowaniem Jego filozoficznych przymiotów. Ukazuje Boga w działaniu dla dobra człowieka i świata.
To działanie w tym sensie jest dla nas zagadkowe, iż nie polega na sterowaniu ludzkimi sercami. Zakłada wolne działanie stworzenia, nawet jeśli ta wolność prowadzi czasem do katastrofy. Bracia Józefa początkowo chcąc zabić swego brata, pod wpływem rozumu i sumienia, odchodzą od swego pierwotnego impulsu i sprzedają Józefa kupcom izmaelskim. Po wielu latach okaże się to zbawienne dla całego rodu Jakuba. Czy to Bóg sprawił, że bracia ostatecznie wybrali „mniejsze zło” i wysłali Józefa do Egiptu jako niewolnika? Czy ten sam Bóg spowodował, że potem Józef stał się dzięki swej zdolności wyjaśniania snów drugą osobą po faraonie? I czy ten sam Bóg „wepchnął” cały Izrael do niewoli egipskiej, po to, by go z niej wyprowadzić przez Mojżesza?
Tak sugeruje nam często myślenie zgodne z religijnością naturalną, jakby ludzie byli jedynie pionkami i figurami na szachownicy. Jednak Bóg Jezusa Chrystusa, jak czasem Mu zarzucamy, nie jest „interwencjonistą” . Jego rządy i opatrzność, czyli opieka nad światem, dokonuje się w sposób, który przekracza nasze możliwości poznawcze.
Z dzisiejszej perspektywy powiedzielibyśmy, że bracia Józefa działają niedojrzale. Motywuje ich zewnętrzne zachowanie ojca i Józefa, a raczej ich reakcja na te zachowania. Doświadczają silnych uczuć nienawiści i zazdrości. Cały ten rozdział pokazuje, jak ich nienawiść do brata narasta. Najpierw dlatego, że Izrael kocha Józefa bardziej niż ich wszystkich. Potem kiedy słyszą Józefa opowiadającego o swoich snach nienawiść ich wzmaga się jeszcze bardziej, ponieważ Józef sugeruje, że on będzie ich…. władcą. W końcu pojawia się zazdrość. Oba te uczucia powodują strach. Bracia nie potrafią porozmawiać z Józefem. Takie uczucia są trudne do zniesienia przez dłuższy czas.
Bracia postanawiają „wyregulować” swoje uczucia czyli pozbyć się napięcia przez morderstwo ich brata. I tutaj wszyscy powinniśmy poczuć pokrewieństwo z nimi. Nie rodzimy się z umiejętnością właściwego przeżywania uczuć. Musimy uczyć się jak je odpowiednio regulować. Cóż, te bolesne i trudne chcielibyśmy szybko zneutralizować, uciekając się nawet do zachowań niegodnych człowieka. Te miłe, przyjemne i radosne chcielibyśmy z kolei przedłużać, choć w naturze uczucia leży to, że jest przemijające. Nasz mózg, umysł, a także wychowanie i kultura uczą nas różnych sposobów regulacji uczuć: zauważenie ich i przeżycie, refleksja nad nimi albo wyparcie, tłumienie, zagłuszanie tych nieprzyjemnych przez uzależnienia i używki.
Nie różnimy się wielce od ludzi z czasów braci Józefa, mimo że mamy więcej wiedzy na temat człowieka. Uczucia, które z pewnością mają związek z naszym poznaniem, naszymi deficytami, nieskończonymi pragnieniami, ze zranieniami bywają często albo polem walki albo miejscem kapitulacji. Chcąc nie chcąc każdy z nas ma jakąś przestrzeń niedojrzałości w sferze uczuć. Tłumimy czy wypieramy je często nieświadomie, bo inaczej nie potrafimy, bo to często jedyny sposób na poradzenie sobie z bólem, traumą czy zagrożeniami
Mądrość ludzka i wiara pokazują nam dobre sposoby przeżywania właściwych człowiekowi uczuć. Katechizm Kościoła, nawiązując do odkryć filozofów i ludzkiego doświadczenia, mówi o cnotach, które „porządkują nasze uczucia” za pomocą rozumu, woli i wiary (KKK, 1804) Nie dzieje się to automatycznie. Wymaga wglądu w siebie i wysiłku, najpierw przez zauważenie naszych uczuć. Ale ostatecznie cnoty są po to, by uzdolnić „wszystkie władze człowieka, by doszedł do zjednoczenia z miłością Bożą” (KKK, 1804) Przez cnoty uczymy się przyjmować dobra stworzone i je przekazywać po to, byśmy dojrzeli do przyjęcia samego Źródła wszelkiego dobra.
Bracia Józefa tego nie zrobili, choć sumienie powstrzymało ich od zbrodni. To już dużo. Co powinni byli zrobić, odczuwając nienawiść z powodu działania ich ojca, zresztą też niedojrzałego? Jak rozum miałby uporządkować to uczucie, nie wypierając go ani nie „gasząc” przez zabicie brata? Może przez pytanie, czemu czuli tę nienawiść? O czym ona im mówi? Być może najpierw o tym, że takźe dorośli faceci chcą być kochani, że mają te pragnienie, że to rzecz normalna. Czy to, że Józef był bardziej kochany przez ich ojca oznacza, że bracia są gorsi? Pewnie nie. Ale tak uważali. A co mieli zrobić z zazdrością wobec Józefa, które potrafił wyjaśniać sny? Człowiek jest wtedy smutny, że nie posiada tego, co ten drugi ma. I to jest w porządku. Ale natychmiast powinien popatrzeć na to, co sam otrzymał i być wdzięcznym za to. Dlaczego tak często nie robimy? Wszystko z braków w miłości.
Pocieszjące jest jednak to, że Bóg działa i realizuje swój plan, który nie gwałci ludzkiej wolności, pomimo i pośrodku naszych niedojrzałości. Niemożliwe, abyśmy ich nie mieli. Niemożliwe, abyśmy też nie grzeszyli popychani uczuciami w złą stronę. Bo to wbrew naturze człowieka, który stworzony jest w takim stanie, że musi się uczyć i upadać, by nabywać cnoty, chociaż tyle rzeczy nam nie wychodzi od razu lub w ogóle. Myślę, że wiara i bycie uczniem Jezusa nie zakłada perfekcyjnej dojrzałości uczuciowej, ale na pewno wiara zaprasza nas do pracy nad naszym charakterem i uczuciami ze spokojem i ufnością, że Bóg pisze coś ważnego po tych krzywych liniach złożonego życia ludzkiego.

0 komentarzy