„Za pełną radość poczytujcie sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość. Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali i bez zarzutu, w niczym nie wykazując braków” (Jk 1, 2-4)
To niesamowite, że św. Jakub każe adresatom cieszyć się spadającymi na nich różnymi doświadczeniami. Domyślamy się, że nie chodzi o pozytywne doświadczenia, ale o te, które najchętniej byśmy omijali szerokim łukiem, ale one i tak spadają na nas.
Apostoł uważa, że dzięki próbie („peirasmos” po grecku) powoli uczymy się wytrwałości. To jest cnota. Nawet chodzenie u człowieka jest cnotą, bo musi się go z początku dość nieudolnie i przy pomocy starszych, ale jak się już nauczy, to człowiek nawet się nie zastanawia, że chodzi. Idzie mu to łatwo, bez stresu, lęku i napięcia. Podobnie z jazdą na rowerze, na łyżwach, nartach, z gotowaniem, właściwie z niemal wszystkim w życiu człowieka. Wszystko wymaga ćwiczeń, aby uzyskać cnotą – łatwość w czynieniu jakiegoś dobra lub zachowaniu tego dobra pomimo przeciwności i działania zła. Dokładnie ta sama reguła dotyczy cnót moralnych, którą jest też wytrwałość i cierpliwość.
Już sam fakt, że człowiek nie spada w gotowej postaci z nieba, lecz musi się ciągle uczyć potwierdza prawdę wyrażoną w Katechizmie Kościoła, że ” w swojej nieskończonej mądrości i dobroci Bóg chciał jednak w sposób wolny stworzyć świat „w drodze” do jego ostatecznej doskonałości” (KKK, 310). Cały świat i każdy z nas został stworzony w stanie niedoskonałości. Nie oznacza to najpierw, a może w ogóle, grzechów, lecz „niepełność”, „niekompletność”. Często niestety utożsamiamy doskonałość z bezgrzesznością. Nie, to jeszcze nie jest doskonałość. Pojawia się ona wtedy, gdy nabywamy cnoty. Ale „cnót wszelkich bezdenną głębiną” jest tylko Jezus Chrystus. Żaden święty nie posiadł wszystkich możliwych cnót.
Tłumacz Listu św. Jakuba w Biblii Tysiąclecia jest szczególnie nieprecyzyjny. Najpierw niewiadomo czy chodzi o wytrwałość czy o cierpliwość, czy o obie? Bo to dwie różne, chociaż pokrewne cnoty. Św. Hieronim w Wulgacie greckie słowo „hypomone oddał przez łacińskie „patientia” – cierpliwość. Ale można ją przetłumaczyć jako „wytrwałość „, „stałość”. Św. Tomasz z Akwinu uważa, że zarówno wytrwałość jak i cierpliwość to cnoty specjalne spokrewnione z męstwem. Wytrwałość wiąże się z długotrwałością w oczekiwaniu pewnego dobra. Na przykład, żeby nauczyć się czegokolwiek, wiemy, że wymaga to czasu i ćwiczeń. Czasem długich. Może to człowieka znużyć, zniechęcić, chciałby szybciej itd. Wytrwałość pomaga przezwyciężać te uciążliwości i pozostać przy wyborze aż dojdę do celu. Z kolei cierpliwość bardziej dotyczy reakcji na zło, różne cierpienia i trudności, które próbują uderzyć w nasze podjęte wybory, podważyć zasadność ćwiczeń itd. Zło próbuje wprowadzić do duszy smutek i zniechęcenie. Cierpliwość nie sprawia, iż nie pojawia się w nas smutek, gdy doświadczamy różnego rodzaju zła albo współodczuwamy z innymi. Natomiast jest specjalną cnotą, która jest takim murem wobec opisanego tutaj smutku. Żebyśmy nie wpadli w zniechęcenie, zwątpili, że np. możemy ukończyć studia, nauczyć się jeździć na nartach, że na tym świecie to zasadniczo króluje zło, że wiara to mrzonka, że Bóg nie jest dobry itd.
Być może św. Jakubowi chodzi zarówno o wytrwałość jak i cierpliwość. No więc obie te cnoty powoli się w nas wyrabiają, gdy nie pozwolimy się zniechęcić długotrwałością, często żmudnością ćwiczeń, nauki albo przeciwnościami, uderzającym w nas złem. Ale to zakłada, że gdy się uczymy przychodzi znużenie, nuda, pozorny brak postępów, ale kieruje nami nadzieja osiągniecia dobra, cnoty, której pragniemy. Cierpliwość zakłada, że muszą na nas spadać różne doświadczenia, które apostoł nazywa próbami.
Próby, kryzysy są po to, byśmy uczyli się zwłaszcza cierpliwości. Tutaj chodzi o wiarę, to znaczy, o ufność – istotną część wiary. Bo nieco później apostoł napisze, że wiara to także uczynki, które sie z niej rodzą, jeśli ma być żywa. Próby w wierze najprościej rzecz ujmując dotyczą naszej ufności w dobroć Boga, w Jego troskę i opiekę, chociaż doświadczamy różnego rodzaju uderzeń zła: cierpienie fizyczne, psychiczne i duchowe, głębokie zranienia. strata kogoś bliskiego. łatwe wyjaśnienia rzeczy, których do końca nie przenikamy, wątpliwości w wierze itd. Podczas próby będziemy przekonywani, że Bóg wcale nie jest dobry, skoro „spadają na nas różne doświadczenia” albo nas nie wysłuchuje albo zrzuca na nas specjalnie te doświadczenia.
Jakiego rodzaju były to doświadczenia, które dotykały adresatów Listu? Dokładnie nie wiemy. Z kontekstu można się domyślać, że ktoś zaczął siać wątpliwości a może uważać, tak jak w niektórych Psalmach, że niektórym bogatym się powodzi, a wierzącym nie. Być może sądzili, że jeśli się wierzy w Boga, to zawsze powinno nam się powodzić.
Celem zła jest nas zniechęcić i podważyć dobroć Boga w nas. Często się zniechęcamy, ponieważ nie wiemy wszystkiego, a wydaje nam się, że wiemy. Gdy cierpimy to normalne, że perspektywa spojrzenia się zawęża. Oczekujemy jakiejś interwencji cudownej, chcielibyśmy być uwolnieni od zła. Ale od jakiegoś czasu myślę sobie, że cierpliwość jest czymś większym niż nie pojawianie się zła i cierpienia w naszym życiu. Bóg nie gwarantuje, że nic złego nas nie spotka, ale obiecuje siłę, aby nie poddać się kłamliwemu i zniechęcającemu działaniu zła. Nadal są przeciwności, cierpienie, a jednak człowiek się nie załamuje. I to jest dzieło łaski. Często nie mamy zielonego pojęcia, jak Bóg może działać przez ludzi i na różne sposoby. Próbujemy rozumieć po swojemu. Patrzymy na Boga przez pryzmat naszych oczekiwań. No i to jest dodatkowa siła, która wspiera drogę do zniechęcenia.
W świetnej encyklice o nadziei Benedykta XVI Papież pisze, że „Hypomone tłumaczy się zazwyczaj jako « cierpliwość » – wytrwałość, stałość. Ta umiejętność oczekiwania połączonego z cierpliwym znoszeniem prób jest dla wierzącego niezbędna, aby mógł «dostąpić spełnienia obietnicy» (9). Oczekiwanie na spełnienie się nadziei, którym jest życie z Bogiem, a które jest nam przyobiecane jako dziedzictwo połączone jest tutaj ze znoszeniem prób. Nie można być i wytrwałym, i cierpliwym bez nadziei. Zło próbuje nas przekonać, że nie ma i nie będzie żadnego życia wiecznego, a cierpienie, które nas nas spada świadczy o tym, że Bóg jest niewiarygodny, kłamie i nie jest dobry.
I jeszcze dwa dopowiedzenia. W modlitwie „Ojcze nasz” też modlimy się do Boga Ojca, abyśmy nie ulegli próbie. W oficjalnym tłumaczeniu jest „nie wódź nas na pokuszenie”. Nie pasuje mi i wodzenie, i pokuszenie. W kontekście tego dzisiejszego fragmentu Listu św. Jakuba doświadczenia po prostu na nas spadają: takie jest życie, czasem inni ludzie. Owszem, ponad wszystkim jest Boża Opatrzność, ale to nie jest tak, że Bóg zarządza komu jakie i kiedy zesłać doświadczenia, aby były próbą wiary. Natomiast słowa „pokusa” nie rozumiemy dzisiaj jako „próbę”. W próbie chodzi przede wszystkim o podważenie ufności, o zniechęcenie w czynieniu dobra, w ćwiczeniu się. Lepiej więć byłoby „I nie dopuść, abyśmy ulegli próbie”, to znaczy, „abyśmy się zniechęcili, abyśmy zwątpili w Twoją dobroć, miłość i miłosierdzie, chociaż zło nas dotyka, chociaż wszystkiego nie rozumiemy. Także, abyśmy nauczyli się i wytrwałości, i cierpliwości potrzebujemy wsparcia z góry. A że obie te cnoty są tak ważne w wierze, nie dziwi, dlaczego Jezus każe nam prosić o pomoc Ojca w chwilach próby. Bo one na nas na pewno przyjdą. I możemy stać się bardziej wytrwali i cierpliwi, czyli nie dający się złu wciągnąć w długotrwały smutek, który kończy się zniechęceniem.

0 komentarzy