Zaznacz stronę

Zmartwychwstały przekracza nasze rozumienie życia i śmierci, czasu i wieczności.

4 kwietnia, 2026

„My wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć. Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu” (Rz 6, 3-4)

Wigilia Paschalna jest jedną wielką pieśnią Życia, które obejmuje także śmierć. Życia, którym jest sam Bóg, a zarazem to Życie jest niewyobrażalną dla nas Miłością. Opowiada o tym każda część liturgii: światła, Słowa, które tutaj staje się opowieścią o zwycięstwie, liturgia chrzcielna i eucharystyczna. Wszystko to mówi nam coś o Życiu, które od początku wszechświata udziela się swemu stworzeniu.

Tak naprawdę po stronie wieczności już wszystko się dokonało, chociaż mówienie o spełnieniu czegoś „tam”, gdzie nie ma czasu, jest tylko nieudolną ludzką próbą dotknięcia misterium. W wieczności wszyscy już są w Bogu. Powiada św. Paweł: „I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni”  (1 Kor 15, 22). Wszyscy. Nie niektórzy. Wszyscy. A „będą” to spojrzenie z naszej perspektywy. W Bogu już wszyscy „są”. To, że wszystko już jest spełnione po drugiej stronie rzeczywistości, pokazuje w Ewangelii scena Przemienienia. Tam się ukazał Zmartwychwstały Chrystus, chociaż w czasie jeszcze nie umarł i zmartwychwstał. To dzięki temu, że w Bogu wszystko jest już spełnione, Maryja została zachowana od grzechu dzięki śmierci i Zmartwychwstaniu Jej Syna Jezusa, który jeszcze się nie narodził. „Opuściłeś śliczne niebo, obrałeś barłogi” – niestety niezbyt jest poprawne. Syn niczego ani nikogo nie opuścił. Po prostu ukazał się w ludzkim ciele. Ukazał się także na krzyżu, jednocześnie będąc w łonie Ojca. Nasza skończona wyobraźnia potrzebuje sobie jakoś oswoić misterium, bo chociaż ono się nam odsłania, całkowicie nas przekracza.

Dla Boga granica między czasem a wiecznością nie istnieje. Podobnie jak między życiem i śmiercią. Już w Biblii zarówno życie jak i śmierć pochodzi od Boga. Co więcej, pewna forma śmierci jest konieczna, aby móc żyć wiecznie. I bynajmniej nie jest to śmierć biologiczna. Ta jest tylko przejściem. Zresztą Jezus nazywa ją snem. Ważniejsza jest śmierć, o której pisze św. Paweł. Śmierć, która dokonuje się za życia ziemskiego w naszym sercu. Śmierć, która nie oznacza tylko ukrzyżowania grzesznego życia, ale też dobrowolne wydanie życie. Obumarcie ziarna pszenicy jest konieczne, aby rozkwitło w nas życie, aby miłość Boga płynęła przez nas jak rzeka wypływające z czystego źródła, która daje życie.

Zmartwychstanie Jezusa to nie jest tylko zwycięskie wyjście z krainy zmarłych. To przede wszystkim potwierdzenie, że królestwo Boże, które Jezus zapoczątkował na ziemi, tak inne od królestw ziemskich, to tak naprawdę jedyna rzeczywistość wieczna i trwała. Zmartwychwstanie to potwierdzenie, że wszystko co mówił, czynił i wybierał Jezus jest prawdą. Zmartwychwstanie to wejście w inny wymiar rzeczywistości. Kompletnie dla nas nieznany.

Nie ma żadnego dowodu na to, że Jezus zmartwychwstał poza owocem Ducha rozwijającym się w tych, którzy umarli razem z Nim i przyjęli dar Ducha. Ten owoc ujawnia się w cnotach, w postawach pośrodku sytuacji i doświadczeń, w których zwykle człowiek wpada w smutek, chce się mścić, pożąda, używa przemocy, potępia, czuje się lepszy od innych, próbuje tworzyć karykaturę Boga w swoim życiu, zapomina, że jest człowiekiem.

Jezus dał się przybić do krzyża, ponieważ nie chciał potępić człowieka. Starzec Zosima opowiada w „Braciach Karamazow” o swojej młodości, wspominając te lata między innymi w ten sposób: „Wszyscy moi koledzy byli dobrzy z natury, tylko żyli źle”. Nie to nie żart. To głęboka prawda o człowieku. Syn stał się jednym z nas, ponieważ człowiek jest dobry z natury, tylko czasem żyje źle. Błądzi. Bł. Jan Duns Szkot dodałby, że Słowo stało się Ciałem, ponieważ Bóg kocha w nas samego siebie. I właśnie ta potęga miłości przerwała błędne koło śmierci, tej wiecznej, tej, która jest cierpieniem spragnionego stworzenia, które nie może otrzymać wody żywej.

Najpiękniejsza definicja piekła, na jaką do tej pory natrafiłem pochodzi od starca Zosimy w „Braciach Karamazow”. Według niego piekło „to cierpienie, że nie można już bardziej kochać”. Niesamowity wgląd ukrywa się w tym zdaniu. Człowiek stworzony do tego, by kochać i to kochać tak jak Bóg, przyjętą od Niego miłością, nie będzie mógł tego uczynić. Nie za karę ze strony mściwego Boga. Na ziemi dany nam jest tylko pierwszy etap miłości, konieczny, byśmy mogli wejść do drugiej strony rzeczywistości. Ale tam dopiero będziemy na wieki zbliżać się do Boga, stawając się coraz bardziej i coraz bardziej kochający. I to będzie dawać radość, pokój, ukojenie.

Wigilia Paschalna to uczestnictwo w życiu Boga po tej stronie jednej rzeczywistości. To wielkie święto nieba i ziemi. Tam już w całkowitym spełnieniu. Tu jeszcze w drodze. Ale już jedną nogą w niebie.

Niech Bóg będzie za wszystko uwielbiony. Amen

Dariusz Piórkowski SJ

Brat w wierze, jezuita, prezbiter w: Towarzystwo Jezusowe

0 komentarzy